początek fascynującej korespondencji ze skryptem ezo tv

to stan, który nadchodzi, gdy do ślubu dwa tygodnie a ty masz więcej pryszczy niż lat.
ale jakoś zawsze pada na ciebie.
I kiedy, po ponad roku zbędnego ubezpieczania się zapasową pieluchą na każde wyjście, decydujesz się zakozaczyć i pojechać nad morze wolna od głupich matczynych „a co, jeśli”, wolna od balastu sreluch, sratek i srutelek, to możesz być pewna, że na końcu spaceru dziecko wbiegnie do wody.
A spodnie i pampers jego kwalifikować się będą jedynie do zdjęcia.
A bluzka twoja nie zechce synowi ni spodni, ni gaci sensownie zastąpić.
A ludzie udawać będą, że nie patrzą, ale ty swoje wiesz.
A wracać będziecie tramwajem i niełatwo myśleć o czymś innym, kiedy syn twój odsłoniętego siusiaka w rulonik radośnie zawija.
A następnie poi go, tego siusiaka, wodą z kubka-niekapka, kiedy mijacie cmentarz i panie pod cmentarzem kwiaty sprzedające.
A następnie opróżnia go, tego siusiaka, w windzie, na wysokości 7 piętra, kiedy mieszkacie na 8 i już tylko sekundy dzielą was od choć po części szczęśliwego finału.
Po tym wszystkim wchodzisz do domu, kładziesz nogi na biurko, opijasz się colą i NIE idziesz ze szmatą zmywać w windzie podłogi.
Ale trochę ci głupio.