PINK

Różowy jeleń z Londynu wciąż szuka swojego miejsca w mieszkaniu. Eksmisja z sypialni, zbyt już przepełnionej matrioszkowo-plastikowym kiczem, była nieunikniona.

Różowy jeleń z Londynu wciąż szuka swojego miejsca w mieszkaniu. Eksmisja z sypialni, zbyt już przepełnionej matrioszkowo-plastikowym kiczem, była nieunikniona.

[Ulubione zdjęcie z Londynu to zdecydowanie to pod Sturbucksem, z ruską chustą na głowie, rajstopach w butach z odsłoniętymi palcami i siatką Tesco. Jego kontrowersyjna (subiektywna?) dowcipność powstrzymuje mnie jednak przed publikacją.]
Przez ponad tydzień naszej nieobecnośći sąsiadom z dołu nie udało się zakonczyć remontu (efekt: łazienka nasza cała w centymetrowej warstwie… czegoś) a majstrom pracującym na przeciwległym bloku odwiercania płyt balkonowych (efekt: wiercenie; wiercenie non stop i jeszcze wiecej wiercenia).
Syn na powrót na łono rodziny zareagował standardowo: smutkiem i protestem (“z mamą nudno”). Ale syn idzie od pierwszego września do przedszkola, celem zaspokojenia społecznych potrzeb własnych (cel równorzędny: ochrona zdrowia psychicznego matki), więc nudno już być nie powinno.
Od scrapowania ostatnio odwykłam (chociaż czeka na mnie napoczęty pzed wyjazdem album upamiętniający wszystkie “panioki” i “trujaki” Marka), więc w Londynie nawet nie szukałam żadnego sklepu craftowego. Zaoszczędzonych w ten sposób pieniędzy nie omieszkałam wydać na stertę pierdół do mieszkania, nad którymi zachwyt ostatecznie utwierdził mnie w konieczności otwarcia własnego sklepu.
Lipiec minął szybko i całkiem bezsensownie, w ogólnej niemocy i lenistwie. W przebłysku aktywnośći wyprawa na jarmark kaszubski i takie oto zdobycze.

Owca podbiła moje serce i trzyma.

baza Scrapiniec, papier Latarnia Morska, ćwieki Latarnia Morska, wstążka, kwiatki Prima Marketing
Kolejny scrap na wyzwanie Polki Scrapują, czyli clean&simple z girlandą chorągiewek:

karton, papier Making Memories i American Crafts, serwetka magdowo, naklejki October Afternoon, guziki